Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ROZDZIAŁ 20. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ROZDZIAŁ 20. Pokaż wszystkie posty

16 paź 2016

Rozdzial 20 * oczami Justina

Zapukałem delikatnie w drzwi, ale nie musiałem czekać na odpowiedź zbyt długo. Wszedłem do środka i ujrzałem siedzącego nad biurkiem ojca, z okularami na nosie, grzebiącego coś w papierach. Siedział w nich tak od wczoraj, a przerwy robił sobie tylko na posiłki i leki. Odsunął na bok notatnik i oparł się o biurko, przyglądając mi się z uśmiechem. Usiadłem naprzeciwko niego i oparłem się wygodnie w fotelu.
-Nie sądzisz, że wystarczy ci tej pracy? Jeszcze zdążysz to nadrobić.
Ojciec zdjął okular i złożył je, odkładając ostrożnie obok notatnika.
-Po prostu nie wiem co mam ze sobą zrobić. A firma mimo wszystko mnie potrzebuje.
-A ty czegoś potrzebujesz?
Dodałem szybko, a on uśmiechnął się lekko. Wstał z krzesła i przesiadł się na kanapę przy stoliku. Obserwowałem każdy jego ruch, i mogłem z zadowoleniem stwierdzić, że naprawdę było z nim już dobrze. Co nie oznaczało, że miał się przepracowywać.
-Jest coś takiego. Chciałbym z Tobą porozmawiać. Chodź tu synu.
Spojrzałem na niego przez chwilę, i domyślałem się o czym znowu chce rozmawiać. Nie zamierzałem jednak wyprzedzać faktów, więc wstałem i zająłem miejsce obok niego.
-Przemyślałeś już moją propozycję?
No i bingo. Miałem ochotę przewrócić oczami jak szczeniak, ale wziąłem po prostu głębszy oddech.
-Tato, nie jestem prawnikiem.
To był naprawdę kiepski pomysł. Nie chciałem tego. Nie chciałem firmy. Oczywiście chciałem wyprowadzić się gdzieś z Chloe, zacząć nowe życie, ale nie jako prawnik. Mimo że kiedyś chciałem robić coś w tym kierunku, wszystko zniknęło. Jakby nie patrząc, przez niego. Gdy na dobre zniknął z mojego życia, te plany także zniknęły. Nie zamierzałem wracać do tego w rozmowie z nim, ale to nie było do końca takie życie jakiego bym pragnął.
-Ale jesteś mądry, poradzisz sobie.
-Kocham samochody. Mogę siedzieć cały dzień w warsztacie, ale nie w.. kancelarii. Nigdy tego nie robiłem, i nie jestem w tym dobry. Wolę zostać przy swoim.
Tata mimo wszystko i tak nie miał zamiaru dać mi w tym temacie spokoju. Z jednej strony nie było to nie do przyjęcia, ale z drugiej podświadomie nic od niego nie chciałem. Może to w większości blokowało mnie od przyjęcia tej propozycji. Rozmowa zmieniała się powoli w charakter sprzeczki, a nie miałem zamiaru się z nim kłócić.
-Chcę, żebyś po prostu zarządzał moją firmą, gdy mnie już nie będzie. Nie musisz być prawnikiem, ale rządź dobrze. Możesz założyć do tego dziesięć warsztatów, jeśli to jest to co chcesz robić, ale zaopiekuj się tym. Nie dałem ci za dużo w życiu, co było ogromnym błędem, ale chcę dać ci coś teraz. Wiem, że jesteś niezwykłym, dorosłym facetem, ale nie musisz osądzać mnie tak do końca życia. Porozmawiaj o tym z Chloe. Ona na pewno mądrze ci doradzi.
Uśmiechnąłem się odruchowo w reakcji na jej imię. Nie miałem szczerze pojęcia, jaka może być na to jej reakcja, ale.. miał rację. Przez tą sytuacje zdałem sobie sprawę, że nie chcę mieć do niego więcej żalu. W dużej mierze była to zasługa. Chloe. Wchodząc do mojego życia, wniosła tak wiele dobrego.
-Obiecaj, że to przemyślicie, razem.
Spojrzałem w jego oczy i ujrzałem przez sekundę jakąś cząstkę mnie. Spuściłem szybko wzrok, i pokiwałem twierdząco głową.
-Porozmawiam z Chloe.

***

-Wujku, przyjdziesz zaraz na kolację?
Odwróciłem się do Mellanie, głaszcząc ją po włosach. W słuchawce słyszałem już pierwszy sygnał.
-Oczywiście księżniczko, porozmawiam tylko z ciocią, dobrze?
Mellanie uśmiechnęła się szeroko, pokazując swoje ząbki, i pobiegła do kuchni. Odwróciłem się do okna, przejeżdżając dłonią po włosach. Uśmiechnąłem się, gdy usłyszałem głos Chloe.
-Justin?
Wydawała się być jakaś zaniepokojona. Uśmiech zszedł mi lekko z twarzy.
-Cześć, Skarbie, oczywiście, że ja.
W słuchawce panowała chwileczkę cisza. Odwróciłem się, i ruszyłem do swojej sypialni.
-Tak, jasne, że tak. Po prostu czekałam aż zadzwonisz.
Usłyszałem w słuchawce dźwięk telewizora i zamknąłem za sobą drzwi, siadając na łóżku.
-Zajmowałem się cały dzień Mellanie, ale w niedzielę wracam. Strasznie za tobą tęsknie.
Naprawdę mocno tęskniłem. Nie spodziewałem się, że aż tak bardzo. Wyciągnąłem z kieszeni bransoletkę, którą Chloe zostawiła w mojej torbie i uśmiechnąłem się sam do siebie.
-W takim razie Mellania miała dzisiaj szczęście.
Zaśmiałem się w reakcji na jej ton. Zdawała się być trochę smutna, albo czymś zmartwiona. Chciałem zacząć rozmowę o propozycji ojca, ale nagle stwierdziłem, że nie chcę zaczynać tego tematu przez telefon.
-Ja też za tobą tęsknie. Jak się czuje tata?
Chloe zaczęła znowu mówić, a ja wsadziłem bransoletkę z powrotem do kieszeni.
-Jakby miał trzydzieści lat. Zaskakująco dobrze. Jakoś się dogadujemy.
W miarę. Z każdym spotkaniem coraz lepiej, ale był tak uparty..
-Jeszcze nie będą chcieli cię puścić z powrotem.
Chloe zaśmiała się, a w mojej głowie pojawiła się myśl, że trochę ma racji. Ojciec chce, żebym przeprowadził się właśnie tutaj. Żebyśmy oboje się tutaj przeprowadzili. Ale chciałem ubrać to w inne słowa.
-Mellanie chyba za bardzo przyzwyczaiła się do mojej obecności. Jest taka kochana. Nadszedł dzień, w którym musiałem bawić się lalkami. Nie miałem wyjścia.
Chloe znów się zaśmiała, a ja uśmiechnąłem się. Lubiłem słuchać gdy się śmieje, i z każdą jedną sekundą naprawdę coraz bardziej chciałem być już w domu.
-Nie mogę się doczekać kiedy cię zobaczę.
Spoważniałem trochę, i nie wiedziałem co mam zrobić. Tak jak mi się wydawało od początku rozmowy była za cicha. Może powinienem skrócić pobyt tutaj. I tak moja obecność tutaj nic już nie zmienia.
-Kochanie, nie wiesz jak bardzo ja bym teraz tego chciał.. ale, wszystko w porządku tak?
Musiałem się upewnić, i usłyszeć to od niej. Zapanowała chwila ciszy.
-Tak, po prostu bardzo bym chciała, żebyś tu był.
Otworzyłem usta, ale szybko je z powrotem zamknąłem. Te słowa upewniły mnie, że powinienem wracać. I tak strasznie za nią tęskniłem. Uśmiechnąłem się szeroko. Spojrzałem na Mellanie, która właśnie weszła do mojego pokoju i usiadła obok mnie, wpatrując się we mnie, i słuchając o czym rozmawiam.
-Przyjdziesz na kolacje?
Pokiwałem twierdząco głową i odezwałem się z powrotem do Chloe.
-Obiecuje ci, że nie zorientujesz się kiedy, a już się zobaczymy. Musze kończyć, mała, Mellanie woła na kolacje.
-Ucałuj ją ode mnie.
-Tak zrobię. Kocham cię .
-Ja Ciebie też.
Odłożyłem telefon od policzka, gdy Chloe rozłączyła się. Zastanawiało mnie, co ją dręczy. Rzuciłem telefon na łóżko, i podniosłem Mellanie na ręce. Zaczęła śmiać się i piszczeć. Zacząłem całować ją po policzkach, a ona objęła mnie za szyję.
-To co idziemy do kuchni?
-Tak, mama czeka na nas.

***

Położyłem torbę przed drzwiami, grzebiąc w kieszeniach, w poszukiwaniu kluczy. Uśmiechnąłem się szeroko na myśl, że zobaczę zaraz Chloe. Domyślałem się, że jeszcze śpi, więc po cichu wszedłem do środka. Zdjąłem buty w przedpokoju i ruszyłem w stronę schodów. Po cichu jak najbardziej umiałem wszedłem do sypialni,, i od razu na moich ustach pojawił się uśmiech. Postawiłem torbę przy drzwiach do łazienki, i usiadłem na łóżku obok Chloe. Spała na mojej połowie łóżka, co zapewne robiła przez całe pięć dni. Mogłem tak przyglądać się jej cały dzień. Włosy rozrzucone miała po całej poduszce, a ona sama skulona była w kłębek. Spojrzałem na zegarek. Było już w pół do dziesiątej, więc do głowy przyszło mi, że powinienem zrobić nam śniadanie. Nie mogłem oprzeć się, żeby nie pocałować jej w czoło. Chloe ruszyła się, a ja bez zastanowienia wstałem z łóżka. Wyszedłem po cichu z sypialni. Czułem się jakoś swobodnie, krzątając się po kuchni, i wiedząc, że Chloe śpi spokojnie w moim łóżku wiedziałem, że jestem w domu. Ściągnąłem kurtkę, i zabrałem się za śniadanie. Otwierając lodówkę stwierdziłem, że nie była ona zbyt pusta. Przekręciłem oczami na myśl, że Chloe albo najadała się lodami albo czekoladą, lub po prostu nie jadła. Wyciągnąłem kartonik z jajkami i pokręciłem niedowierzając głową. Byłem pewien, że to bardziej ta druga opcja. Lub pół na pół. Postawiłem patelnie na gaz, i wyciągnąłem z szafki dwie miseczki. Zaśmiałem się na myśl, że pierwsze co to musze pokroić jakieś owoce. Bez tego Chloe śniadania nie zje. Szczerze ja sam byłem już trochę głodny. Roztrzepując jajka ruszyłem do salonu, i włączyłem telewizor. Naprawdę cieszyłem się, że jestem już w domu. Nie mogłem się doczekać, kiedy moja piękna kobieta wstanie z łóżka. Rzadko co spała do tej godziny, więc pewien byłem, że zaraz wstanie. Wlałem jajka na patelnie i odwróciłem się, słysząc coś za sobą. Uśmiechnąłem się szeroko, gdy zobaczyłem na schodach Chloe. Stała zaspana i z rozczochranymi włosami. Nie sposób było się nie uśmiechać. Miała na sobie krótką szarą koszulkę i białe seksowne majtki. Uśmiechnęła się szeroko i szybko do mnie podbiegła. Podskoczyła a ja złapałem ją w pasie. Przytuliła mnie mocno za szyję i owinęła nogami w biodrach. Zaśmiałem się w reakcji na jej zachowanie. Przytuliłem ją mocniej do siebie, a Chloe objęła dłońmi moje policzki, złączając nasze usta w długim i namiętnym, pełnym tęsknoty pocałunku. Posadziłem ją na blacie, a Chloe przygryzła wargę.
-Co za miłe powitanie.
Uśmiechnąłem się szeroko, a Chloe jeszcze raz mnie pocałowała. Była taka kochana, i uśmiechnięta. Zupełnie odwrotnie niż wczoraj przez telefon.
-Co tutaj robisz?
Przysunąłem się do niej bliżej i pocałowałem o czoło, mocniej obejmując ją w pasie. Była zaspana i wyglądała uroczo. Uśmiech nie schodził nam oby dwóm z twarzy.
-Powiedziałaś wczoraj, że chciałabyś abym tu był. A więc jestem.
-Nie o to mi chodziło.. to znaczy.. o to, ale..
Chloe była trochę zaskoczona, ale cieszyła się. Odwróciliśmy się nagle w stronę kuchenki, gdy coś pomału zaczynało się przypalać. Na szczęście udało mi się odratować nasze śniadanie. Spojrzałem kątem oka na Chloe i widziałem jak uśmiecha się, machając w powietrzu nogami.
-Masz ochotę na coś konkretnego?
Otworzyłem lodówkę, zastanawiając się, czego brakuje. Wyciągnąłem ulubiony sok Chloe i postawiłem go na kredensie obok.
-Na ciebie.
Przeniosłem wzrok na przygryzającą wargę Chloe, i uśmiechnąłem się, podchodząc do niej wolnym krokiem
-Rozumiem w takim razie, że jesteś najedzona.
-Głodna, i to bardzo.
Kąciki jej ust podniosły się wysoko, a ja oparłem się o blat, po oby dwóch stronach jej ciała. Pocałowałem ją delikatnie w szyję, a Chloe z ochotą przechyliła głowę, dając mi większy dostęp. Uwielbiała być całowana po szyi. Poczułem na tyłku jak obejmuje mnie nogami, i przyciąga stanowczo do siebie.
-Nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę, że już jesteś. Już miałam zamiar cały dzień przespać.
Po raz setny dziś zaśmiałem się i pocałowałem ją w policzek. Przyznam, że byłem za. Chętnie spędziłbym z nią cały dzień w łóżku.
-Jeszcze nic straconego, pisze się na to.
Z trudem wydostałem się z jej objęć, sięgając do szafki po talerze. Chloe zeskoczyła z blatu, i siadła przy stole. Nałożyłem jajecznice i postawiłem wszystko na stole. Nie zapominając o owocach i soku. Usiadłem naprzeciwko Chloe i chętnie przyglądałem się jak bierze się za jedzenie.
-Jak z tatą?
Jak z tatą.. pomijając jego pomysł, było całkiem dobrze. Przyszło mi do głowy, że mógłbym jej teraz o tym powiedzieć, ale szybko odrzuciłem tę myśl. Nie miałem pojęcia jak może na nią zareagować, a mieliśmy piękny poranek. Piękny pod każdym względem.
-Ehm.. dobrze. Naprawdę dobrze. Jest już nawet chętny wrócić do pracy.
-Tak szybko?
-Nie potrafił usiedzieć w domu, i tak siedział w papierach. A ty? Co robiłaś przez te dni?
Chloe sięgnęła po szklankę, zerkając na mnie w czasie picia. Miałem wrażenie, że ma mi coś do powiedzenia, ale po chwili odstawiła szklankę, i odsunęła talerz. To wszystko? Nie była głodna?
-Siedziałam w domu, spotykałam się Maggy.. A w przyszły tydzień ja i Ty wybieramy się do galerii na pokaz.
Uśmiechnąłem się , nie za bardzo wiedząc o co jej chodzi. Chloe zaśmiała się i postanowiła mi to wytłumaczyć.
-W następny weekend w galerii będzie jakaś podobno bardzo ciekawa wystawa, a do tego nasze studio przygotowało jakiś pokaz. Małe baletnice.
Uśmiechnąłem się, widząc proszącą minę Chloe. Ale jasne, chciałem z nią iść, jeśli tego właśnie chciała.
-Zgadzasz się?
-Jasne.. ale chyba nie skończyłaś tego jeść?
Wskazałem na jej talerz z lekko poważną miną, a Chloe przyciągnęła miseczkę z owocami.
-Mam tydzień, żeby wbić się w starą czerwoną sukienkę. A z moim wielkim tyłkiem.. muszę sobie odpuścić twoje pyszne śniadanie.
Przykucnęła na krześle i nachyliła się nad stołem, jedząc nabitego na widelec arbuza. Mój wzrok od razu powędrował na jej biust. Sutki odbijały się od jej szarej koszulki, a ja poczułem w kroczu reakcje. Starałem się jednak normalnie zjeść dalej śniadanie. Chloe wyprostowała się, a ja chcąc nie chcąc znów na nią spojrzałem.
-Uwielbiam twój tyłek. Nie wolno ci z nim niczego robić, rozumiesz?

Chloe zaśmiała się i przejechała powoli językiem po górnej wardze. Wiedziałem, co próbuje zrobić i udawało się jej to. Poprawiłem się na krześle, a Chloe wstała od stołu. Odłożyłem widelec, widząc jak kręci tyłkiem idąc na górę. Była prowokująca, i taki właśnie był jej zamiar. Wstałem z krzesła i ruszyłem za nią do sypialni. Stanąłem w progu i zdjąłem z siebie koszulkę. Chloe leżała na łóżku i zaczęła się śmiać, gdy zacząłem iść w jej kierunku. Podniosła nogi do góry, a ja poczułem jak zawartość moich bokserek zwiększa się. 
__________________________________
PRZYCHODZĘ DO WAS Z BONUSOWYM ROZDZIAŁEM <3 PO TYCH PRZEMIŁYCH KOMENTARZACH DOSTAŁAM WENY I POMYŚLAŁAM, ŻE NAPISZE COŚ INNEGO :) MIMO, ŻE W SUMIE MAŁO NOWEJ TREŚCI, TO SIĘ WAM PODOBAŁO :* 
A TYM CZASEM ŻYCZĘ WAM UDANEJ NIEDZIELI I DO KOLEJNEGO ROZDZIAŁU :***

15 paź 2016

Rozdzial 20

Wsadziłam ciasno splecione dłonie między uda, i mocno je zacisnęłam.  Wzięłam głęboki oddech, i jeszcze raz przeskanowałam wzrokiem miejsce, w którym właśnie siedziałam. Ciemno zielone kanapy, dębowe stoły i ciężkie beżowe zasłony. Kolejny raz zadawałam sobie w głowie pytanie, dlaczego zgodziłam się tu przyjść, ale nie potrafiłam ułożyć odpowiedzi nawet w myślach. Czułam potrzebę zaczerpnięcia świeżego powietrza, ale wstrzymałam je na kilka sekund, gdy moją uwagę przykuła siadająca obok mnie Susan. Uśmiechnęła się lekko i pogładziła materiał swojej białej sukienki. Miała starannie uczesane włosy, związane w warkocza i odrzucone do tyłu. Oczy miała podkrążone, a policzki nieco zapadłe. Spuściłam wzrok na swoje buty, gdy zdałam sobie sprawę, że intensywnie się jej przyglądam. Nie byłyśmy same. Kilkoro innych ludzi zajmowało się swoimi rzeczami, a pielęgniarka stała za wysokim, ciemnym biurkiem. Mój wzrok powędrował na chłopca siedzącego przy fortepianie, grającego coś ponurego, smutnego i przygnębiającego. Poczułam jakiegoś rodzaju obawę, a może strach. Przed tym miejscem, przed tymi ludźmi. Czułam się, jakbym jako jedyna wyróżniała się z tłumu. I właśnie tak było.
-Mamy dziś czwartek.
Spojrzałam na ciągle uśmiechającą się Susan. Potaknęłam tylko głową, nie otwierając nawet ust. Nie wiedziałam jak mam jej odpowiedzieć na tak proste stwierdzenie.
-Cieszę się, że przyszłaś. Nie łudziłam się nawet, że się zgodzisz.
-Chciałaś porozmawiać.
Odpowiedziałam pośpiesznie, przyglądając się ciągle jej zaszklonym oczom. Wyglądały jakby o coś prosiły. Trochę więcej spokoju, jakiejś pewności.
-Tak.
Pokiwała twierdząco głową, i zaczęła skubać paznokcie. Otworzyłam usta, ale z powrotem je zamknęłam. Zrobiło mi się jej żal. Aż tak bardzo zasłużyła sobie na to, żeby tu być?
-Masz ochotę na spacer?
Zaproponowałam bez zastanowienia. Ale  miałam nadzieję, że poczuje się lepiej, gdy będziemy same. Czułam na sobie wzrok każdego obecnego tutaj człowieka.
-Nie wolno mi stąd wychodzić.
-W ogóle?
Położyłam dłoń na kanapie, ale szybko ją zabrałam, gdy Susan na nią spojrzała. Poczułam się dziwnie.
-Faszerują mnie tutaj lekami, mają mnie za wariatkę .. ale rozumiem to. Jestem wariatką. To miłe z twojej strony, że tutaj jesteś, chciałam ci podziękować.
Patrzyła na mnie, jakby oczekiwała tego, że o coś zapytam. Ale ja tylko wpatrywałam się w nią, i miałam wrażenie, że rozmawiam z całkiem inną Susan. Była jak wrak człowieka.
-Za to, że tu przyszłaś, i .. przeprosić za.. wszystko.
-Nie miałam pojęcia o twoich telefonach. Justin nic mi nie powiedział.
-Wiem.
Podniosła swoje ciężkie powieki i spojrzała na mnie pustymi oczami. Nie pasowała tutaj. Przynajmniej w tej chwili była świadoma wszystkiego. Ale zdawałam sobie sprawę, że to przez dawkę leków jaką znosił jej organizm.
-Nie mówił Ci o telefonach, o próbach spotkania.. unikał mnie, traktował jak powietrze.. nie chciał psuć tego co było między wami, a ja nie mogłam tego zrozumieć.. Ale już wiem.. Odkąd tu jestem zrozumiałam, że to dlatego, że Cię kocha. I jesteś jego pierwszą miłością.. Gapiąc się w te cztery puste ściany zdałam sobie sprawę, że nigdy tego od niego nie usłyszałam.. nigdy nie powiedział, że mnie kocha… Stał się dla mnie obsesją. Zwariowałam, ale tak na serio..
Zaczęła się śmiać, a ja przełknęłam z trudem ślinę. Nadal skubała swoje paznokcie, a ja nie miałam zamiaru jej przerywać, mimo że ciężko było mi jej słuchać.
-Jestem wariatką, ale mogę cię tylko przeprosić.. że to zniszczyłam. Wiem, że to wiesz, ale chcę, żebyś usłyszała to ode mnie.. Justin odpychał mnie za każdym razem. Nie dotknął mnie, i.. zawsze był tobie wierny.. mimo że pragnęłam tego, żeby..
Przerwała, a po jej policzkach spłynęły łzy. Rozbolał mnie brzuch i poczułam, jakbym miała za chwilę zwymiotować. Zaczął mi przeszkadzać panujący tu zapach. Założyłam pasmo włosów za ucho.
-Jeszcze raz przepraszam cię za wszystko, Chloe. Nie chciałam niczego zniszczyć.. umyślnie..
Miałam ochotę złapać ją za dłoń i uścisnąć. Ale tam myśl szybko odeszła, pozostawiając po sobie nieprzyjemny i zimny dreszcz.
-Nie spodziewałam się, że to zajdzie tak daleko, ja..
-To nie twoja wina. Nie możesz się obwiniać.
Przerwała mi pośpiesznie.
-Przepraszam panie, ale niestety musimy zakończyć tą wizytę.
Obie spojrzałyśmy na uśmiechniętą, ciemnowłosą dziewczynę, która wcześniej stała za biurkiem za nami. Wstałam z kanapy, a Susan po chwili poszła w moje ślady. Dziewczyna odeszła, a Susan odsunęła się o krok i spojrzała poważnym wzrokiem.
-Jeszcze raz przepraszam.

***

Kręciłam się po kuchni i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. W głowie odtwarzałam cały czas dzisiejszą rozmowę z Susan, ale próbowałam jakoś przepędzić tę myśl. Przez to wszystko czułam się okropnie, i zjadłam już z pół opakowania tabletek. Usiadłam przy stole i zakryłam twarz dłońmi. Czułam się winna. Ale nie potrafiłam odpowiedzieć sobie za co. Podskoczyłam nagle, gdy usłyszałam mój dzwoniący na ławie w salonie telefon. Domyślałam się, że to Justin, więc wstałam pośpiesznie i ruszyłam biegiem do pokoju. Odebrałam, podchodząc do okna.
-Justin?
-Cześć, Skarbie. Oczywiście, że ja.
Przejechałam dłonią po twarzy i pokiwałam przecząco głową.
-Tak, jasne, że tak. Po prostu czekałam aż zadzwonisz.
Usiadłam na kanapie i zaciągnęłam na nogi koc. Spojrzałam odruchowo w stronę okna mając wrażenie, że nie jestem sama. Odgoniłam szybko od siebie tą myśl i sięgnęłam po pilota, podgłaśniając telewizor. Chciałam zagłuszyć czymś ciszę, która panowała w całym domu.
-Zajmowałem się cały dzień Mellanie, ale w niedzielę wracam. Strasznie za tobą tęsknie.
W niedzielę.. a ja nadal tkwię w beznadziejnie dłużącym się czwartku. Wiedziałam, że jeśli powiem mu tylko słowo, zjawiłby się tu jeszcze dziś, ale przygryzłam boleśnie dolną wargę, żeby nic nie wymsknęło się niechcący z moich ust.
-W takim razie Mellania miała dzisiaj szczęście.
Justin zaśmiał się, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Brakowało mi tego dźwięku, i nie mogłam się doczekać kiedy w końcu będę mogła się do niego przytulić i nabrać do płuc jego perfum.
-Ja też za tobą tęsknie. Jak się czuje tata?
-Jakby miał trzydzieści lat. Zaskakująco dobrze. Jakoś się dogadujemy.
Uśmiechnęłam się szeroko, słysząc jego słowa. Ten tydzień razem chyba dobrze im zrobił. Cieszyłam się, że zdecydował się pojechać. Może to naprawi nieco relacje między nimi.
-Jeszcze nie będą chcieli cię puścić z powrotem. Zaśmiałam się, ale w słuchawce zapanowała cisza. Spoważniałam, i dopiero wtedy Justin się odezwał.
-Mellanie chyba za bardzo przyzwyczaiła się do mojej obecności. Jest taka kochana. Nadszedł dzień, w którym musiałem bawić się lalkami. Nie miałem wyjścia.
Zaśmiałam się, podciągając kolana pod brodę. Naprawdę za nim tęskniłam. Spojrzałam na zegarek i rozczarowałam się, gdy zobaczyłam tak wczesną godzinę. Zastanawiałam się co ja mam ze sobą zrobić przez te trzy dni. Podejrzewałam, że po prostu zanudzę się na śmierć.
-Nie mogę się doczekać kiedy cię zobaczę.
-Kochanie, nie wiesz jak bardzo ja bym teraz tego chciał.. ale, wszystko w porządku tak?
Odetchnęłam głęboko i zacisnęłam powieki.
-Tak, po prostu bardzo bym chciała, żebyś tu był.
-Obiecuje ci, że nie zorientujesz się kiedy, a już się zobaczymy. Musze kończyć, mała, Mellanie woła na kolacje.
Uśmiechnęłam się i odruchowo mocniej przycisnęłam telefon do policzka.
-Ucałuj ją ode mnie.
-Tak zrobię. Kocham cię .
-Ja Ciebie też.
Uśmiechnęłam się i przeciągnęłam przed ekran czerwoną słuchawkę.

***

Otworzyłam oczy, spoglądając prosto w czarny zegarek stojący na szafce nocnej, zaraz obok zdjęcia w srebrnej ramce. Zdjęcie naszej dwójki, jak i połowa łóżka na której rozpoczęłam właśnie kolejny nudny dzień, należały do Justina. Rozejrzałam się po przestrzeni przede mną, i leniwie odwróciłam się na drugą stronę. Wtuliłam policzek wygodniej w poduszkę, i wyciągnęłam nogę na pościel. Była dziesiąta, a dzień zapowiadał się lepiej niż wczoraj, niż cały tydzień wcześniej. Świeciło słonce, i z lekkim uśmiechem na twarzy mogłam stwierdzić, że do przyjazdu Justina zostały dwa dni. Zamknęłam oczy i postanowiłam, że nie wychodzę dzisiaj z łóżka. No może wyjątek stanowiła droga do lodówki. Otworzyłam nagle szeroko oczy i zdałam sobie sprawę, że coś nie pasuje. Nie wiedziałam do końca co, ale podniosłam się siadając, i rozglądając po sypialni. Byłam pewna, że torby leżącej obok wejścia do łazienki, na pewno nie było wczoraj wieczorem. Wyskoczyłam jak poparzona z pościeli i na boso ruszyłam na dół. Zeszłam ze schodów, i stanęłam wpatrując się w stojącego przy blacie kuchennym Justina. Odwrócił się i uśmiechnął szeroko. Podbiegłam do niego pośpiesznie, i skoczyłam, oplatając jego biodra nogami, i obejmując ciasno za szyję. Justin zaśmiał mi się do ucha, i przytulił mocno, łapiąc mnie w pasie. Złączyłam nasze usta w pocałunku, a Justin posadził mnie na blacie. Przeszedł mnie dreszcz, gdy poczułam pod tyłkiem zimną powierzchnię.
-Co za miłe powitanie.
Justin uśmiechnął się szeroko, a ja złożyłam na jego ustach jeszcze jeden, szybki i pojedynczy pocałunek.
-Co tutaj robisz?
Justin objął mnie mocniej i pocałował w czoło.
-Powiedziałaś wczoraj, że chciałabyś abym tu był. A więc jestem.
-Nie o to mi chodziło.. to znaczy.. o to, ale..
Odwróciliśmy się nagle w stronę kuchenki, gdy coś pomału zaczynało się przypalać. Justin puścił mnie, i zajął się z powrotem śniadaniem. Uśmiechałam się jak głupia, machając w powietrzu skrzyżowanymi nogami.
-Masz ochotę na coś konkretnego?
Justin podszedł do lodówki, i oparł się ręką o jej drzwiczki, przyglądając się zawartości.
-Na ciebie.
Justin spojrzał na mnie przez chwilę poważny, ale z sekundy na sekundę jego uśmiech stawał się coraz szerszy. Zamknął lodówkę i podszedł do mnie wolnym krokiem.
-Rozumiem w takim razie, że jesteś najedzona.
-Głodna, i to bardzo.
Uśmiechnęłam się szeroko, a Justin oparł się rękoma po oby dwóch stronach mojego ciała i pocałował mnie delikatnie w szyję. Objęłam jego tyłek nogami i przyciągnęłam mocniej do siebie.
-Nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę, że już jesteś. Już miałam zamiar cały dzień przespać.
Justin zaśmiał się i pocałował mnie w policzek. Nie mogliśmy się od siebie okleić.
-Jeszcze nic straconego, pisze się na to.
Justin sięgnął do szafki z talerzami, a ja ześlizgnęłam się z blatu i siadłam przy stole. Jedną nogę wsadziłam pod tyłek, a drugą zginając, podciągnęłam pod brodę. Justin postawił przede mną talerz z jajecznicą, i miseczkę z pokrojonymi w kostkę owocami, które uwielbiałam. Do tego szklanka soku z pomarańczy, i zdałam sobie sprawę, że naprawdę jestem głodna. Justin usiadł naprzeciwko mnie, i oboje zabraliśmy się za jedzenie.
-Jak z tatą?
-Ehm.. dobrze. Naprawdę dobrze. Jest już nawet chętny wrócić do pracy.
Spojrzałam na Justina, i przyznam, że trochę mnie tym zaskoczył. Nie minął nawet tydzień, a wydawało się, jakby nic się nie stało.
-Tak szybko?
-Nie potrafił usiedzieć w domu, i tak siedział w papierach. A ty? Co robiłaś przez te dni?
Wzięłam do ręki szklankę i upiłam kilka łyków, aby mieć chwilę na przemyślenie swojej odpowiedzi. Nie mogłam powiedzieć o spotkaniu z Jordanem, ani o wizycie u Susan. To znaczy JESZCZE nie mogłam powiedzieć. Oczywiście miałam zamiar mu to wyjaśnić, ale nie teraz. To popsułoby poranek, jak i zapewne całą resztę dnia. Odstawiłam szklankę, oraz talerzyk z niedojedzoną jajecznicą.
-Siedziałam w domu, spotykałam się Maggy.. A w przyszły tydzień ja i Ty wybieramy się do galerii na pokaz.
Justin uśmiechnął się lekko i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Zaśmiałam się, i szybko zaczęłam tłumaczyć.
-W następny weekend w galerii będzie jakaś podobno bardzo ciekawa wystawa, a do tego nasze studio przygotowało jakiś pokaz. Małe baletnice.
Uśmiechnęłam się przepraszająco, a Justin wyszczerzył białe zęby.
-Zgadzasz się?
-Jasne.. ale chyba nie skończyłaś tego jeść?
Wskazał na mój talerz, a ja przyciągnęłam do siebie miseczkę z owocami i nabiłam na widelec kawałek arbuza.
-Mam tydzień, żeby wbić się w starą czerwoną sukienkę. A z moim wielkim tyłkiem.. muszę sobie odpuścić twoje pyszne śniadanie.
Wsadziłam pod pupę drugą nogę i nachyliłam się nad stołem, starając się z gracją i seksapilem zjeść tego arbuza. Wzrok Justina powędrował na odbijające się od mojej krótkiej koszulki sutki i otworzył lekko usta, kończąc śniadanie.
-Uwielbiam twój tyłek. Nie wolno ci z nim niczego robić, rozumiesz?
Zaśmiałam się, i oblizując usta wstałam od stołu. Czułam na sobie wzrok Justina, aż nie zniknęłam na schodach. Byłam pewna, że Justin pojawi się w sypialni, i uśmiechnęłam się szeroko, gdy usłyszałam go na korytarzu. Rzuciłam się tyłem na łóżko, i podparta na łokciach obserwowałam jak Justin w wejściu przeciąga przez głowę koszulkę, ukazując swój tors. Zaczęłam się śmiać, gdy pewnym krokiem ruszył w moim kierunku. 
____________________________________
MAM NADZIEJĘ, ZE JEŚLI SIĘ PODOBAŁO, ZOSTAWICIE KOMENTARZ, NA CO LICZĘ :)